#6 Michał Larek "Furia"


W marketingu istnieje coś takiego jak model DAGMAR, który wskazuje etapy, przez które konsument prowadzony jest do dokonania zakupu. Według tej teorii pierwszym krokiem jest uświadomienie klienta o istnieniu danego produktu. Kolejnym jest zrozumienie, czyli utworzenie w głowie klienta jego własnego, lecz pożądanego przez producenta (w tym wypadku wydawcę) obrazu tego produktu. Po tym etapie następuje moment przekonania, gdzie na decyzję o zakupie wpływają opinie innych klientów, którzy już ten produkt nabyli lub tzw. specjalistów. Ostatnią fazą jest podjęcie działania bezpośrednio prowadzącego do zakupu, na którą wpływa się poprzez ułatwienie dostępu do produktu.

Wydawnictwo Czwarta Strona wie, jak promować swoich autorów, dzięki czemu Michał Larek to ostatnio jedno z najgorętszych nazwisk w świecie polskich kryminałów. Będąc więc osobą nałogowo przeglądającą Instagrama, co i rusz trafiałam na to nazwisko. Mając już świadomość, że taki człowiek istnieje i para się pisaniem, zaczęłam zauważać hasła marketingowe: „specjalista od mocnych opowieści”. Połknęłam ten haczyk. Zaczęłam czytać opinie, obejrzałam oficjalny filmik zapowiadający "Furię", wyszukałam kilka wywiadów z autorem. Jakby tego było mało, zorientowałam się, że Pan Larek obserwuje moje konto na IG. Myślę „ok, zamawiam!”.

Książka chwilę musiała poczekać na półce na swoją kolej, ale w końcu nadeszła ta chwila! Pstryk! Zdjęcie zrobione, upublicznione, nie ma odwrotu - czytam!

Pierwsze 40-kilka stron sprawiło, że na kilka dni odstawiłam tę lekturę. Larek używa krótkich, prostych zdań, mnóstwa wulgaryzmów i odnosi się wrażenie, że książka składa się z samych dialogów, a część opisowa jest zredukowana do minimum - „zrobił to, zgasił fajkę, podrapał się po głowie”... Jakby tego było mało facet piszący o tym, co przeżywa kobieta w trakcie okresu? No nie, po prostu nie...
Mam jednak zasadę, że odkładam książkę, jeśli pierwszych 50 stron jest do niczego. Tutaj jeszcze do tego momentu nie dotarłam, poza tym dzięki wirtualnej znajomości z autorem na IG, uznałam, że jestem mu winna, że przynajmniej spróbuję. I chwilę później myślałam już sobie „o, lepiej, dobra, czytam dalej”. Później miałam kilka dni przerwy i kiedy sięgnęłam ponownie po książkę, dotarłam do 150 strony i... przykro mi, ale nie dam rady. 

Powieść została zbudowana na fundamentach, które w teorii powinny stanowić klucz do sukcesu: lata 90., w których najlepszym sposobem na przesłuchanie było tłuczenie delikwenta „w miękkie”; seks - dużo seksu - tego dobrowolnego, jak i przymuszonego; historia zainspirowana autentycznymi wydarzeniami... Niestety te „podane na tacy” narzędzia, które powinny dać czytelnikowi  kilkaset stron dobrej rozrywki, tutaj zostały zmiecione w pył przez kiepską narrację i jeszcze gorsze dialogi. Właściwie to można powiedzieć inaczej: nieistniejącą narrację i kiepskie dialogi. Pomijam kwestię wszędobylskich wulgaryzmów - te z zasady mi nie przeszkadzają. Ba! Często są wręcz nieodzowne do dobitnego podkreślenia danej sceny. Dialogi są jednak sztywne, kłują w oczy i ciężko przez nie przebrnąć. Między nimi natomiast mamy na łapu capu powrzucane zdania opisujące, co ktoś zrobił - same fakty, ewentualnie kilka przemyśleń o tym, że bohater zbyt łatwo daje się prowadzić przez życie wiadomej części swojego ciała... 

Szkoda, bo zanim zabrałam się za „Furię”, czytałam kilka wywiadów z autorem i bardzo mnie zaciekawiła jego fascynacja prawdziwymi zbrodniami, ten człowiek naprawdę umie o tym opowiadać, dziwi mnie więc, że książka jest napisana w ten sposób. 

Nie mogę powiedzieć za wiele o fabule, trudno ocenić coś, czego się nie skończyło, ale historia brzmiała ciekawie, naprawdę można było z tych składników ugotować dobre danie, tymczasem podano nam gumowego kotleta, którego ciężko przeżuć. Mam wrażenie, że autor dużo lepiej poradziłby sobie z literaturą faktu niż z beletrystyką. Jestem przekonana, że gdyby to był reportaż, Larek zdałby egzamin śpiewająco, tymczasem mamy powieść, którą z wielkim żalem odkładam na półkę... 

Oczywiście jest to tylko moja opinia, nie powiem, że nie polecam i żebyście trzymali się od tej pozycji z daleka. Nie powiem, bo każdemu odpowiada coś innego i każdy powinien sam dokonać oceny. Ponadto darzę ogromnym szacunkiem każdego pisarza i doceniam nakład pracy, jaki włożył w stworzenie swojego dzieła. Czy sięgnę jeszcze kiedyś po Larka? Myślę, że tak - z sympatii do autora i z ciekawości. I mam nadzieję, że nasze kolejne spotkanie nie zakończy się tak szybko. 

Tytuł: Furia
Autor: Michał Larek
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 424
Data wydania: 2 sierpnia 2017

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

#37 Remigiusz Mróz "Kontratyp"

Książki Remigiusza Mroza to moje guilty pleasure. Niby mówię sobie: „Nie! Dość! Nie czytam więcej!”, po czym przy okazji premiery kolejnej ...

Popularne posty