#12 Remigiusz Mróz "Nieodnaleziona"

Nigdy nie mów „nigdy”…

Kiedy byłam młodsza często zdarzało mi się powtarzać zdania „nigdy nie będę…” czy „nigdy bym nie mogła…”. Lata i doświadczenia nauczyły mnie jednak, że nigdy to my nie wiemy, co byśmy zrobili, dopóki sami nie znajdziemy się w danej sytuacji. Ocena zachowań innych osób jest tym, co przychodzi nam najłatwiej. Patrzymy, jak facet zdradza naszą koleżankę i myślimy: „nigdy bym nie wybaczyła”. Widzimy, jak jakaś matka ignoruje płacz swojego dziecka i przechodzi nam przez myśl: „nigdy bym się tak nie zachowała”. Słyszymy o kobiecie maltretowanej przez męża i dziwimy się: „co za głupia baba, ja bym go dawno zostawiła/zgłosiła na policję”. 

Tymczasem życie nie jest czarno-białe, a my nigdy nie znajdziemy się w dokładnie takiej samej sytuacji jak ktoś inny. Nigdy nie będziemy mieli identycznego bagażu doświadczeń, wychowania, zasad moralnych… Nigdy nie będziemy znać ani stuprocentowo rozumieć motywów postępowania innej osoby.

Kobieta, która co noc jest tłuczona przez swojego męża, a później mówiąca „on mnie przecież kocha” nie jest kobietą, która jest głupia i „ma to na własne życzenie”. To kobieta potrzebująca pomocy. Kobieta maltretowana psychicznie i niepotrafiąca odejść od partnera to kobieta potrzebująca pomocy. Kobieta z podbitym okiem i śladami palców na szyi to kobieta, która jest sparaliżowana strachem przed konsekwencjami zakończenia tej sytuacji. I najgorsze jest nie to, że trwa w takim koszmarze. Najgorsze jest to, że taka sytuacja w ogóle ma miejsce…

Tak właśnie jest z bohaterką „Nieodnalezionej”. Kasandra Reimann znosi wybuchy swojego męża, przyjmuje przeprosiny, a później znów obrywa raz za razem. Dlaczego mąż ją bije? A czy powód jest potrzebny? A nawet jeśli, to nie ma zmartwienia - w swojej chorej głowie Robert Reimann zawsze jakiś znajdzie. A to sztućce nie tak ułożone, a to za częste rozmowy z pracownikiem… Generalnie Kasandra jest winna absolutnie wszystkiemu i za każdą „swoją winę” musi zapłacić…
Kobieta znajduje sposób na wyjście ze swojej tragicznej sytuacji. Sposób, który mógłby budzić pewne moralne zastrzeżenia… albo i nie. Wszystko zależy od czytelnika. Finał bowiem, jak to u Mroza, zaskakuje. I zostawia nas z refleksją: czy znając historię możemy uzasadnić postępowanie bohaterki? Każdy z nas musi sobie na to pytanie odpowiedzieć sam.

Przemoc domowa, molestowanie i uprzedmiotowienie kobiet jest ostatnio tematem mocno „na topie”. Akcje typu #metoo czy Kocham. Szanuję. mają na celu nagłośnienie tej trudnej kwestii i zaprzestanie zamiatania tych spraw pod dywan. Statystyki są tym bardziej przerażające, że przecież to, o czym wiemy jest tylko niewielkim procentem. Wiele maltretowanych kobiet milczy. Zbyt wiele.

Przed lekturą „Nieodnalezionej” byłam zła, że ta książka przyszła przed najnowszą powieścią Bernarda Miniera, na którą czekałam wiele miesięcy. Byłam też bardzo sceptycznie nastawiona, bo nowy Mróz był bardzo rozreklamowany. Bo stutysięczny nakład. Bo Tess Gerritsen niby reklamuje jako nowego Nesbo… I wiecie co? Nie żałuję. Mróz pokazał bowiem, że jest autorem, który poza tym, że potrafi mistrzowsko skonstruować fabułę, genialnie radzi sobie również z zabraniem głosu w tak ważnym temacie jakim jest przemoc wobec kobiet. Przy posłowiu łzy ciurkiem ciekły mi po twarzy. I mogę tutaj powiedzieć tylko jedno. I myślę, że powiem to w imieniu wszystkich kobiet…


Dziękuję.

Moja ocena: 👍👍👍👍👍

Tytuł: Nieodnaleziona
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Filia 
Liczba stron: 400
Data wydania: 31 stycznia 2018

2 komentarze:

  1. Myślę że po tej recenzji przeczytam tę książkę 😏

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę. :) Naprawdę warto!

      Usuń

#39 Maciej Siembieda "Miejsce i imię"

Siedzenie nad pustym arkuszem tekstowym nie jest najlepszym sposobem na spędzenie popołudnia. A mimo to tak właśnie wyglądało u mnie kilk...

Popularne posty