#21 Robert Małecki "Koszmary zasną ostatnie"

Kiedy jakiś czas temu, zanim myśl przeszła w czyn, rozważałam założenie bloga, po głowie kołatały mi się różne pomysły. Bałam się, że nie umiem, że pisanie jest czymś, co muszę zostawić za sobą - że moje słownictwo i umiejętność przekazania innym opinii o przeczytanej książce, która będzie dużo bardziej rozwinięta niż „fajna, polecam”, wykracza już poza moje możliwości. Najczęściej też nie umiem ciekawie opowiadać o tym, o czym była dana książka bez spoilerowania… Umiem za to opowiedzieć o tym, jakie emocje we mnie budziła i co myślę o niej, jako o całości.

Dlaczego o tym wspominam? Otóż jednym z moich ówczesnych pomysłów na bloga było podsumowanie książki w kilku słowach - z czego całe szczęście zrezygnowałam, a duży udział miał w tym główny bohater dzisiejszej recenzji.

Gdybym jednak wówczas zdecydowała się na taką formę tego bloga, to dziś napisałabym tak:

Frustracja i rozczarowanie.

To byłyby najtrafniejsze słowa, którymi opisałabym ostatnie dwa wieczory spędzone w towarzystwie „Koszmarów…”.

Nie skłamię, jeśli powiem, że była to najbardziej wyczekiwana przeze mnie premiera tego roku. Kiedy więc najnowsza powieść Małeckiego trafiła w moje ręce, wiedziałam, że wciągnę ją jednym tchem. I faktycznie tak by się stało, gdyby nie to, że postanowiłam rozłożyć sobie tę lekturę na dwie sesje plus finałowe pięćdziesiąt stron osobno.

Dorwawszy się bowiem do dalszego ciągu przygód toruńskiego dziennikarza, Marka Benera i chcąc dowiedzieć się, czy odnajdzie on swoją żonę, nagle - niczym obuchem w łeb - uderzyła mnie myśl, że to już będzie koniec. Że to moje ostatnie spotkanie z Benerem i jego przyjaciółmi. Że rozwiążemy zagadkę zniknięcia Agaty i każdy pójdzie w swoją stronę. Ja do kolejnych lektur, a Bener do swojego życia - z Agatą czy bez, które już nie zostanie uwiecznione na kartach powieści… 

Postanowiłam więc, że utrzymam swą ciekawość na wodzy i podzielę lekturę na kilka części, by móc się nią delektować.

A delektować jest się czym, moi drodzy!

Małecki z książki na książkę pisze bowiem coraz lepiej! Odnoszę wrażenie, że autor wszedł na wyżyny umiejętności dopieszczania swoich zdań. Nie ma tu nic przypadkowego, nie znajdziemy żadnych „zapychaczy”, każde słowo ma znaczenie! Dzięki temu otrzymujemy opowieść, od której naprawdę trzeba się odrywać na siłę, a smakowanie dobranych przez autora słów, porównań, metafor sprawiło mojemu mózgowi ogromną przyjemność!




W trzeciej części nasz bohater, Marek Bener, ciągle zmaga się z tęsknotą za swoją zaginioną żoną, choć tym razem próbuje nam wmówić, że już z tym skończył, że po siedmiu latach ma już dość. Stara się on jednak oszukać głównie samego siebie. Wszyscy dookoła wiedzą bowiem (jak to zauważyła inna bohaterka powieści - Aldona Terlecka), że Bener jest mężczyzną jednej kobiety i że jego miłości do Agaty nic nie jest w stanie zgasić…

Bener usiłuje zakopać swoje wewnętrzne demony rzucając się w wir pracy, przyjmuje więc zlecenie na odnalezienie zaginionego Jana Stemperskiego. Podążając po odnalezionych śladach, niczym po nitce do kłębka, odnajduje wątki łączące Stemperskiego z tajemniczym zniknięciem mechanika samochodowego sprzed kilku miesięcy, a także z… zaginięciem Agaty. Mimo wielu przeszkód i kłód rzucanych mu pod nogi, mimo wyborów dokonywanych pod wpływem emocji i wyciągania pochopnych wniosków, Bener za wszelką cenę dąży do odkrycia prawdy. Prawdy, która ma go uwolnić. Lub zabić…

Małecki udowodnił już wcześniej, a teraz jedynie potwierdził moje przekonanie o tym, że nic w jego powieściach nie jest przypadkowe, a przeplatające się wątki są jedną, misternie uszytą intrygą. 

Dlaczego więc na początku podsumowałam „Koszmary zasną ostatnie” negatywnymi słowami?

Podczas lektury byłam sfrustrowana, ponieważ z jednej strony chciałam jak najszybciej ją skończyć, a z drugiej pragnęłam, żeby nie skończyła się nigdy.

Jestem rozczarowana, ponieważ uważam, że ta książka powinna mieć jeszcze ze dwieście stron więcej, bym mogła się nią dłużej rozkoszować…

Pamiętacie, jak w dzieciństwie odpowiadało się na pytania: „Kim chcesz zostać, jak dorośniesz?”. Ja całe życie marzyłam o pisaniu. Nie pamiętam, bym chciała robić cokolwiek innego. Pierwszym moim ulubionym pisarzem był Stephen King, którego uwielbiałam za powolne budowanie napięcia i tworzenie dusznego, mrocznego klimatu. Dziś, choć w porównaniu do wyżej wymienionego, napisał zaledwie trzy powieści, odpowiadając na pytanie „kim chcę zostać, jak będę duża?”, bez wahania odpowiadam: Robertem Małeckim!






Moja ocena: 👍👍👍👍👍

Tytuł: Koszmary zasną ostatnie
Autor: Robert Małecki
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 423

Data wydania: 18 kwietnia 2018

2 komentarze:

#43 Alek Rogoziński "Zbrodnia w wielkim mieście"

tudzież spójnik, który w zdaniach współrzędnie złożonych znaczy tyle co: a także, i, oraz Źródło: sjp.pl „Tudzież” jest coraz popul...

Popularne posty