Sense8, czyli zmysły i emocje na małym ekranie



Prowadzę bloga o książkach, jednak dla tego serialu postanowiłam zrobić wyjątek. Uważam bowiem, że gdyby w szkołach czy na uniwersytetach była lista seriali obowiązkowych do obejrzenia, to to, co zrobiły siostry Wachowskie powinno trafić do kanonu i każdy, absolutnie każdy powinien to zobaczyć, a później uczestniczyć w dyskusji na temat przesłania wyciekającego wręcz z ekranu…

Serial opowiada o ósemce ludzi żyjących w różnych miejscach świata, tak zwanych sensate, którzy posiadają umiejętność telepatycznego łączenia się ze sobą. Telepatia to jednak nie wszystko. Mogą oni bowiem wykorzystywać umiejętności posiadane przez pozostałych. I mamy tu cały przegląd kompetencji, którymi się ze sobą dzielą - od znajomości języków, przez brawurową jazdę samochodem, po posługiwanie się bronią czy znajomość chemii. 

Już samo to sprawia, że człowiek zaczyna marzyć o czymś takim - o posiadaniu tych wszystkich umiejętności, o pomnożeniu własnej inteligencji i spostrzegawczości.

Sama fabuła to jednak tylko część piękna tej opowieści. 

Serial jest jednym z najdroższych, jakie zostały kiedykolwiek nakręcone. Przy estymowanym koszcie około 9 milionów dolarów za odcinek (to około 3 mln więcej niż Gra o Tron…) możecie sobie tylko wyobrazić jak spektakularnym jest to przedsięwzięciem. Serial był kręcony w wielu miejscach na świecie, a rozmach produkcji jest dla widza doskonale widoczny w każdym odcinku.

Sense8 w ogóle jest prawdziwą ucztą dla zmysłów. Przepiękne widoki, absolutnie rewelacyjna praca kamery i świetny montaż, a także fantastyczna muzyka sprawiają, że ciężko się oderwać od telewizora.

To wszystko naprawdę widza satysfakcjonuje i już w tym miejscu mogłabym napisać, że po prostu musicie to zobaczyć.

Aby jednak móc w pełni docenić moc tego przedsięwzięcia, serial ten należy poczuć. I w tym miejscu od razu powiem, że osoby mające problemy z tolerancją zdecydowanie mogą sobie maraton serialu odpuścić. Jest on bowiem przeznaczony dla ludzi wrażliwych i otwartych na inność. Wachowskie pięknie wplotły w fabułę to, co dotyczy ich samych w realnym życiu. Uczą tolerancji dla różnorodności - związków, relacji i orientacji seksualnej. NIe brakuje tu więc scen seksu (z czego jedna jest najbardziej zmysłową sceną, jaką widziałam w jakimkolwiek filmie! Do tego akompaniuje jej cudowny utwór brytyjskiego duetu Lamb Wise enough), łącznie ze scenami jednopłciowymi, a ze względu na połączenie umysłów naszych bohaterów, możemy tu zobaczyć nawet orgie. I nie ma w tym nic bulwersującego czy odrzucającego. Każda scena zrobiona jest ze smakiem i pokazuje piękno uprawiania miłości - nikt tu z nikim bowiem nie chodzi do łóżka dla samego aktu. 

Wachowskim udało się w absolutnie przepiękny sposób pokazać, że miłość nie zna granic i nie ma da się jej zamknąć w ograniczeniach kulturowych, płciowych, politycznych, zawodowych czy geograficznych. I stąd właśnie płynie największa moc projektu Sense8.

Jeśli więc macie potrzebę obejrzenia czegoś wciągającego, z dużą dawką akcji i dającego dużo radości oczom, ale jednocześnie niosącego ze sobą głębszy przekaz, i co zapamiętacie na długo, a w środku zrobi Wam się ciepło i przyjemnie - nie zwlekajcie. Ja na pewno jeszcze wielokrotnie do niego wrócę.

Dodam jeszcze, że finał opowieści został dokręcony specjalnie dla fanów, którzy po decyzji Netflixa o skasowaniu serialu, wstrząsnęli internetami (byłam wśród tych osób :)) błagając stację o właściwe zakończenie tej historii. I mimo kilku wad tego finałowego, dwuipółgodzinnego odcinka, jestem usatysfakcjonowana. Tak właśnie powinno się to robić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

#37 Remigiusz Mróz "Kontratyp"

Książki Remigiusza Mroza to moje guilty pleasure. Niby mówię sobie: „Nie! Dość! Nie czytam więcej!”, po czym przy okazji premiery kolejnej ...

Popularne posty